Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FKB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FKB. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 stycznia 2023

Podsumowanie FKB nr 100

 Miało być dziś, ale nie będzie , bo jestem zbyt zmęczony. Porządne podsumowanie zapewne jutro - jeśli dam radę:)

poniedziałek, 12 grudnia 2022

Figurkowy Karnawał Blogowy #100


Osiem lat- niecałe, ale blisko. W życiu nie sądziłem, kiedy zaczynałem FKB, skopiowany od nieodżałowanego Borejki, że przetrwa tyle czasu i rozmaitych zawirowań. Jakoś jednak przetrwał i nie zginął, choć parę razy było blisko. Kiedy Gonzo przypomniał mi o nadchodzącej okrągłej cyferce jednego byłem pewny, nie będzie nic o malowaniu- po prostu obecnie nie jestem w stanie malować. Dość długo zastanawiałem się nad jakimś ciekawym tematem, w końcu do mnie dotarło. nic lepszego niż klamrę spinającą wydania 1-100 raczej nie wymyślę. Skoro więc początkiem było "Nasze początki figurkowo-bitewne). niech setnym wpisem, będzie coś o osobistej Next big Thing"

Moje obecne działania wargamingowe skupiają się zresztą mocno na myśleniu o tym w co bym pograł i co bym chętnie pomalował. Pozwoliłem sobie wobec tego zrobić krótką listę tego co mi w ostatnich miesiącch zajmowało lub zajmuje myśli. Kolejność przypadkowa...

Oathmark- nadal mam wielką ochotę w to pograć przemawiają do mnie i opisy bitew i mechanika i tworzenie i rozwój królestwa , a także figurki wydawcy. Niestety w mojej grupce chyba tylko ja mam na to ochotę

Star Wars: Legions- tutaj pewne działania są już poczynione- starter sojuszu Separatystów kupiony i nawet w niewielkiej części pomalowany dzięki uprzejmości mojego brata Jako że w SWL w mojej grupce się gra, jest szansa, że i ja poturlam kostkami i porobi roger roger paszczowo;)

A Song of Fire and Ice- początkowo zarzekałem się, że nie, ale po poczytaniu recenzji i  przypomnieniu sobie serialu, doszło do mnie, że jednak tak- Waham się jeszcze pomiędzy przybraniem czerni i zaprzyjaźnieniem się z olbrzymami, ale w końcu podejmę jakąś decyzję.

Old World- cholera wie kiedy i w jakiej formie się to w końcu ukaże- niemniej jednak mam nadzieję, że będzie fajne i że będzie w miarę szybko.

Black Seas- tęsknię do prowadzonych w wyobraźni akcji rodem z Master and Commander. niemniej jednak stopień skomplikowania montażu żaglowców uniemożliwia  teraz bawienie się w stocznięstoczni. Przynajmniej stronę mam wybraną-  Vive L'Empereur.

i na koniec jeszcze cos polskiego: Bogowie Wojny: Togo. Fascynuje mnie morski wyścig zbrojeń przełomu XIX i XX wieku, gdy zdarzało  się, że całe serie wielkich okrętów były przestarzałe już  w momencie nadawania nazwy okrętowi prototypowemu. Na razie swoją  fascynację pogłębiam bawiąc się w Ultimate admiral: dreadnought na PC... 

Ciekawe jak z Waszymi planami na przyszłość.

 



poniedziałek, 31 lipca 2017

Figurkowy Karnawał Blogowy edycja XXXV: Czerwone Oczy - podsumowanie

Było, minęło, XXXV edycja Figurkowego Karnawału Blogowego o temacie "Czerwone oczy" przechodzi niniejszym do historii. W jej ramach opublikowano dziewiętnaście wpisów, co jest - mam wrażenie - całkiem niezłym wynikiem, biorąc pod uwagę wakacyjny czas.

Oto wpisy, w kolejności mniej więcej chronologicznej, z moim, po kumotersku, przedstawionym pierwszym. Ilustracje przy tej notce to trzy prace uczestników.

Wojna w miniaturze, niżej podpisany i Zoglub, czyli czerwone oczy szamana orków.

DansE MacabrE, Quidamcorvus i Krasnolud Chaosu.

Anolecrab z Krypty Królów i Mechanized Porkchop.

Luca Lagao z Gorzej się nie da i Black Templar Primaris Ancient.

Potsiat, Gangs of Mordheim i albinotyczny nekromanta.

I jeszcze raz Luca z Gorzej się nie da, tym razem w wersji fantasy - Dyniaq.

Gervaz prowadzący Bitewniakowe Pogranicza pokazał nam Queeka Headtakera.

Dominig z bloga Kostka Domina przedstawił plugawego marine.

Tomek z Sobie maluję pokazał dioramę z Karnofagiem.

Krzysztof z MiniWarriors pokazał czerwonookiego Lorda Relictora.

Koyoth z Shadow Grey i jego manticora z lordem Chaosu na pokładzie.

Skavenblight z Hakostwa wraz z jej Durburzem, królem goblinów.

Dhil Morgan z Abiger Industry pokazał.... dużo pokazał, zerknijcie sami:)

Ponownie Krzysztof, tym razem w swoim wcieleniu alternatywnodrugowojennym i Czerwonooki Horten.

I - last but not least - Diadu z Lasu z warzonowym Wilczym Pająkiem.

Edit: jak się okazuje, Dziadu z Lasu wcale nie jest last but not least - Asterix z Valadoru na łamach Świata Valadoru pokazał fajniutkiego szczura.

A Gonzo z BlackGromStudio pokazał swoją przewrotność;)

Grisza z bloga Flat Lazy Painter i jego stare, zgniłe, metalowe śliczne nurglingi.

I jeszcze Maniek z Maniexite wraz z orkiem produkcji MaxMini.

A na sam koniec Mateusz z bloga The Dark Oak i jego alternatywny Armorium Cherub.

Wszystkim serdecznie dziękuję za udział, kolejną edycję poprowadzi Gonzo z bloga BlackGromStudio, jej tematem będą rany i obrażenia.



sobota, 1 lipca 2017

Figurkowy Karnawał Blogowy - edycja XXXV

Wracamy do korzeni, czyli Figurkowy Karnawał Blogowy wraca na blog założycielski. Gospodarzem XXXV edycji jestem ja i nadszedł czas się bać - temat nakażę srogi.

Więcej o samym FKB można przeczytać tutaj, spis dotychczasowych edycji jest zaś tutaj - obiecuję, przyłożę się któregoś dnia i podsumowania dociągnę do aktualnej edycji również i na Miniwojnie.

Co też będzie tematem kolejnego wydania FKB? Zastanawiałem się nad tematem - Przeciwnicy, mającym pokazać co najmniej dwie figurki dowolnych adwersarzy. Przez głowę przemknął mi również pomysł pokazania płci pięknej - od samic rozmaitych humanoidów, do smoczyc. Przez chwilę rozważałem też Podróże i poszukiwania przygód - ale ostatecznie... ostatecznie zdecydowałem, że tematem najnowszej edycji będą...

Czerwone Oczy

W tematykę wpisują się zarówno złośliwe, czerwone ślipia goblinów, pałające ogniem oczyska nieumarłych wilków, coś, co świdruje nas czerwonym wzrokiem gapiąc się z ciemności pod łóżkiem, jak i przekrwione oczy naukowca, ślęczącego nad epokowym wynalazkiem i spokojne spojrzenie admirała Thrawna.

Do dzieła!

piątek, 31 marca 2017

Biały kruk - Figurkowy Karnawał Blogowy XXXI

Ilustracja Tenniela do książki o przygodach Alicji.
Figurkowy Karnawał Blogowy to inicjatywa mająca na celu zwiększenie aktywności polskich blogerów piszących o wargamingu. Więcej o niej można przeczytać tutaj, natomiast gospodarzem 31. już odsłony, której tematem jest "Biały kruk", jest Grish z bloga Fat Lazy Painter.

Tym razem temat Karnawału potraktuję dość dosłownie - będzie o białym kruku figurkowym. W swojej kolekcji mam sporo modeli, z których część jest obecnie zapewne dość droga, a część pewnie dość trudno dostępna. Po głębszym zastanowieniu doszedłem jednak do wniosku, że nie mam w niej czegoś, co określiłbym mianem "białego kruka" - czegoś rzadkiego, cennego i wyjątkowego. Nie mam Włócznika z Nuln, nie mam plastikowego bohatera krasnoludów, nie mam specjalnych, limitowanych edycji modeli z Forge World.

Mam jednak w domu miniaturkę, która dokładnie spełnia te wymogi - tyle, że nie jest moja. To jabberwock, wspomniany w tej notce przez Adriana z GitGames i do niego należący. Znalazł się u mnie na krótko, do malowania "w wolnej chwili".

Ale ab ovo - jak powiedziałyby starożytne elfy. Co jest też wyjątkowego w tym monstrum? Większość osób interesujących się WFB czy nawet WFRP kojarzy jabberwocka z ilustracji w podręczniku do 1. wydania gry fabularnej lub miniaturki oznaczonej symbolem C29 Jabberwock, wydanej w 1985 r. i wyrzeźbionej przez Nicka Bibby'ego. Miniaturka jest zaś wydaje się, z kolei, być wzorowana na pokazanym poniżej rysunku Tony'ego Acklanda, nie jest jednak, wg. mnie, specjalnie udana.
Ilustracja jabberwocka z podręcznika 1. edycji WFRP.
Szkic koncepcyjny modelu jabberwocka autorstwa Tony'ego Acklanda.
Natomiast pierwsza wspomniana ilustracja, ta z podręcznika WFRP, w zasadzie wiernie naśladuje widok jabberwocka ukazany na rysunku Johna Tenniela z Alicji po drugiej stronie lustra Carrolla z wydania z 1871 r. 

Istnieje jednak również drugi jabberwocky, wyrzeźbiony przez Boba Olley'a - jak się zdaje właśnie na podstawie tego rysunku. Pozostaje relatywnie nieznany, ponieważ był dostępny krótko i jedynie za pośrednictwem zamówienia Mail Order lub wyłącznie w sklepach (występuje tu nieścisłość - być może można było go krótko kupić i w sklepach GW, i za pośrednictwem Mail Order). Jego historia nie jest dokładnie znana, nie wiadomo nawet, kiedy dokładnie znalazł się w sprzedaży (najczęściej przyjmowany jest rok 1987), wiadomo jednak, że nie pojawił się w żadnym katalogu, nie było go w żadnej reklamie, nie wystąpił na żadnej ulotce. Stąd też jego relatywna rzadkość. Pojawiają się też głosy, że być może była to jakaś figurka testowa, na co miałaby wskazywać nieduża liczba szczegółów. Nie zgodzę się jednak z tą hipotezą - nie widać może tego na fotografiach, ale praktycznie cała powierzchnia potwora pokryta jest drobną łuską i ma liczne zmarszczki. Nie wydaje mi się, by wkładano tyle zachodu w rzeźbę mającą być jedynie próbą. 

Figurka owego monstrum również nie grzeszy pięknością, ma jednak swój urok - i na pewno zyska po pomalowaniu. Nie może to jednak przesłonić faktu, że na rynku jest kilka ładniejszych modeli tego potwora, część nawet zbliżona datą powstania do citadelowego... Ale tylko tego jednego brzydala nazwałbym pośród nich białym krukiem - ciekawe, czy pochodzenia tego smoczyska pozostanie jeszcze jedną z tajemnic Citadel i Games Workshop...


wtorek, 25 sierpnia 2015

Figurkowy Karnawał Blogowy 12: Bohater Wysokich Elfów

Figurkowy Karnawał Blogowy to inicjatywa zapoczątkowana przeze mnie przed rokiem, ściągnięta od Borejki z rolplejowego bloga Git-Games (serdecznie polecam). Ma na celu zaktywizowanie blogerów, którzy każdego miesiąca piszą - jeśli mają ochotę - na zadany, wspólny temat. Na poprzednią edycję, której tematem było egzystencjonalne pytanie "Który świat wybrać", zadane przez Asterixa z bloga Świat Valadoru nie załapałem się przygnieciony obowiązkami, nadrabiam więc w kolejnym wydaniu, tym razem prowadzonym przez Dziada z bloga Dziadu z Lasu. Tematem jest "New Retro Wave".

Od razu zaznaczę, że gdyby nie temat, nie miałbym nawet cienia szansy na napisanie czegokolwiek związanego z pomalowaniem czegoś specjalnie dla potrzeb FKB. Tak się jednak złożyło, że i tak planowałem wpis idealnie pasujący do tematu tego wydania Karnawału. Skoro więc mogłem już jednym strzałem załatwić dwa cele... Żal nie skorzystać, prawda?

Miniaturka widoczna obok to Bohater Wysokich Elfów z Tarczą i Mieczem - tak właśnie opisywany jest w katalogach, do których trafił w 1993 r., wraz z wydaniem 4. edycji WFB. Miniaturka jest świetnym przykładem zmian, jakie wówczas zaszły w Battlu - wraz ze zmianą kierownictwa Games Workshop i wydaniem nowej edycji wówczas sztandarowej gry, zmienił się, początkowo lekko, potem coraz wyraźniej, wygląd miniaturek. Wysokim Elfom wyszło to, mam nadzieję, na dobre, a ich wygląd nie zmienił się specjalnie w ciągu następnych ponad dwudziestu lat.

Bohater pomalowany został przeze mnie - malowałem wtedy dwie armie, Wysokich Elfów przeznaczonych dla mojego brata Mormega i swoich ożywieńców. Kolory, które sprawiają, że miniaturka klasyfikuje się do pojęcia retro-wave, są żywcem zerżnięte z ówczesnej kolorystyki kłapouchych - tak, tak, to sławny okres Redhammera, w którym kolor czerwony wykorzystywany był gdzie tylko się da. O ile w przypadku ludu Ulthuanu niespecjalnie to w sumie razi, o tyle efekt bogatej czerwieni użytej do pomalowania czego się tylko dało w armii takich zielonoskórych dawał już mocno oczojebne efekty.

Prawdę mówiąc, figurka bohatera podoba mi się do dziś. Oczywiście, obecnie zrobiłbym delikatniejsze przejścia i cienie, wykorzystał cieniowanie czy krawędziowanie i podobne techniki. Efekt byłby, zapewne, bardziej dopracowany, niemniej jednak zbliżony do widocznego na fotografiach. Zdecydowanie zmieniłbym tylko jeden element - niebieska tarcza z żołtym jeleniem, wzięta z zestawu wczesnych tarcz, poszłaby w diabły, zastąpiona czymś bardziej klasycznie elfim...







wtorek, 28 kwietnia 2015

Ósma edycja Figurkowego Karnawału Blogowego. Pięćdziesiąt odcieni szarości

Poprzednia edycja Figurkowego Karnawału przeszła na blogu bez echa, nie bez mojej winy. Tym razem jednak temat kolejnej rundy - Pięćdziesiąt odcieni szarości - wpasował się idealnie w kolejne dzieło Mormega, nie będę więc przynudzał, tylko oddam głos mojemu bratu.
Inkub

Fifty Shades of Grey
Na tak zadany temat odpowiedź mogła być tylko jedna... Gandalf Szary. Figurka pochodzi oczywiście ze stajni GW. Trafiła do mnie od kogoś kto chciał się jej pozbyć, a więc rynek wtórny. W pomrokach dziejów i mojej słabej pamięci zaginęła informacja, czy oryginalnie pochodziła z jakiegoś zestawu, czy też była sprzedawana samodzielnie, w starych dobrych czasach, kiedy GW produkowała jeszcze świetne figurki do Władcy Pierścieni, w czasach kiedy w najczarniejszych snach nie śniłem co Jackson et consortes zrobią ze światem Mistrza w drugiej i trzeciej części Hobbita.

Dość jednak płaczów. Na pomalowanie tej figurki Gandalfa miałem ochotę już dawno, decyzję podjąłem po obejrzeniu jakiegoś tutoriala na you tube z kategorii speed painting. Wróciwszy zatem do domu z zapałem zabrałem się do pracy. Poza figurki jest po prostu kapitalna, kapitalna jak mawia mój kolega z pracy i nie będę ukrywał, że czerpałem wiele radości z jej malowania, potęgowanej jeszcze przez to jak ładnie potrafiła się odwdzięczyć za zainteresowanie, ukazując swoje prawdziwe barwy, które wszak tam od początku były, dla niepoznaki jedynie przykryte jakimś metalem (z resztkami czarnej farby - po podkładzie poprzedniego właściciela).

Na początku zrobiłem rzecz niespotykaną dla mnie i położyłem biały podkład na figurkę. Pewnie jakąś rolę odegrała podświadomość - przecież z Gandalfa Szarego będzie Gandalf Biały, całkiem zresztą niedługo od momentu uchwyconego przez rzeźbiarza figurki, czyli od pojedynku z Balrogiem na kamiennym moście w Morii. Następnie na szatę Gandalfa został nałożony stary, stareńki kolor citadel - Lightning Bolt Blue. Kolejnym krokiem był drybrush Eshin Grey, stopniowo z coraz większą domieszką białego na najbardziej wystających elementach. Pasek, pochwa Glamdringa i torba zostały pomalowane Tallarn Flesh i delikatnie rozjaśnione, o ile dobrze pamiętam, Tausept Ochre. Różdżka (całkiem solidnych rozmiarów) została pomalowana Vermin Brown i rozjaśniona drybrushem Tallarn Flesh. Na tym etapie wykąpałem całą figurkę w silnie rozwodnionym czarnym kolorze, a po całkowitym wyschnięciu farbki delikatnie rozjaśniłem (drybrush) krawędzie szat i skórzanych elementów bez wykorzystywania drybrusha:).

Skóra dłoni i twarzy to vermin brown, rozjaśniany Tallarn Flesh i Tallarn Flesh z dodatkiem białego (na czole, nosie, policzkach, kłykciach i palcach). Malując Glamdringa nieudolnie próbowałem uzyskać efekt załamywania się światła na klindze pokrywając naprzemiennie fragmenty klingi dodatkowo Guilliman Blue. Jak na efekt osiągnięty pędzlem i bodajże pierwszą próbę - całkiem znośnie. Broda i włosy to efekt zastosowania drybrusha białą farbką na powierzchnię uprzednio pokrytą Eshin Grey, a po drybrushu tu i ówdzie podkreślenie cieni bardzo mocno rozwodnioną czarną.

Kryształ na szczycie różdżki/laski został pomalowany na czarno, a następnie na biało. Na ściankach kryształu umieściłem punkty pomalowane Lightning Bolt Blue. Szczyt różdżki został następnie potraktowany rozwodnionym czarnym, żeby stworzyć cienie, a następnie rozjaśniony białym. Na koniec krawędzie kryształu zostały pociągnięty czystym białym.

Podstawka to kolejno nakładane kolory Vermin Brown i coraz mniej Tallarn Flesh i Tausept Ochre (drybrush).






wtorek, 24 lutego 2015

VI edycja Figurkowego Karnawału Blogowego - Samotne Głowy

Dzisiejszy wpis jest niejako podwójny. Kilka tygodni temu na łamach fejsbukowej, polskiej grupy poświęconej Bolt Action wspomniałem coś o napisaniu poradnika malowania twarzy - to po pierwsze. Po drugie - temat ten idealnie wpisuje się w motyw przewodni VI edycji Figurkowego Karnawału Blogowego, prowadzonego tym razem przez Anolecraba z bloga Krypta Królów. Tematem tym są, bowiem, Samotne Głowy. Traf chciał, że jedna z malowanych przeze mnie obecnie figurek boltowych ma właśnie taką samotną, czekającą na przyklejenie główkę. Wykorzystam ją do pokazania sposobu, w jaki maluję twarze. Głowa pochodzi z plastikowego zestawu USMC produkcji Warlord Games.

Dla ułatwienia czytania, wyodrębniłem poszczególne fazy, czy też etapy malowania. Trzeba jednak pamiętać, że malując w normalny sposób, część spośród nich, zwłaszcza dwie, trzy ostatnie, niemal w naturalny sposób łączą się ze sobą - przynajmniej w moim wykonaniu. W opisach będę używał normalnych nazw kolorów, po których w nawiasie podana zostanie nazwa konkretnej, użytej farby, co pozwoli lepiej zorientować się w niuansach barw i ich odcieni. I jeszcze jedna uwaga - twarz figurki, którą tu pokazuje, utrzymana jest w ciepłej tonacji, właściwej do teatru działań USMC w czasie II wojny światowej.


Today's entry fulfills two roles. First, few weeks ago I promised to write a short face painting tutorial on Polish Bolt Action Facebook group. Second, this is the Lone Head - and Lone Heads are - literary - subjects of yet another round of Miniatures Blog Carnival, initiative started by me few months ago amongst Polish blogosphere, and current edition is run by Anolecrab from the Krypta Królów blog.
So, to kill two birds with one stone, I will use a head in overseas cup from USMC plastic box by Warlord Games, to show my way of painting faces.


To make reading easier, I divided whole painting process into few separate stages. It is worth to note though, that I tend to blend few stages into one, especially two, three last ones, when painting miniatures not for tutorial. I tend to paint shadows and highlights in one, extended stage. All descriptions will use neutral colors' names first, with a name of specific paint in brackets, to make identyfing precise shade of color easier. One more thing - colours used are best for warm summer - which I like to think my WW2 era US marines are operating in.

1. Podkład. W przypadku moich marines, używam białego podkładu (White Vallejo Model Air), natryśniętego aerografem - chcę uzyskać jasny, precyzyjny obraz skończonej figurki, a taki podkład pozwala otrzymać go łatwiej, niż jakikolwiek inny (może z wyjątkiem jasnoszarego).

1. Undercoat. I basecoat my marines using white paint (White Vallejo Model Air) airbrushed on - I want to achieve bright, clean final look of the finished miniature, and white basecoat is best for it (maybe with a light gray being close second).


2. Wash. Wykorzystuję czarny wash zmieszany z medium (Nuln Oil z Lahmian Medium produkcji GW) i wodą. Mieszanka ma konsystencję wody, spływa w zagłębienia dzięki dodaniu medium, a służy do podkreślenia szczegółów i nałożenia cieniutkich, ciemnych linii w zagłębienia. Część z nich wykorzystam do oddzielenia kolorów w pomalowanej figurce.

2. Wash. I tend to use black wash with a drop or two of medium (Nuln Oil and Lahmian Medium by GW) and water. Mix has a water consistency and tends to flow into depressions. I use it to accentuate details and to make fine, dark lines, which will be visible between areas of different colors on finished miniature.


3. Kolory podstawowe. Cielisty na twarz, brązowy na włosy, khaki na furażerkę - nic prostszego. Malując, starałem się nie zamazać linii pozostałej po washu, widocznej między furażerką a czołem. Wykorzystałem głównie farbę Tallarn Flesh produkcji GW, której używam najczęściej do malowania podstawowego koloru ciała.

3. Basic colors. Flesh on face, brown on hair, khaki on overseas cap - nothing simpler really. I tried to not overpaint thin, fine dark line between the cap and the forehead. My paint of choice for painting basic flesh color is Tallarn Flesh by GW.


4. Washe. Ponownie washe, tym razem już zróżnicowane i w swej podstawowej roli. Na obszary cieliste położyłem wash w kolorze brązowo-czerwonym (Reikland Fleshshade GW). Włosy i furażerka zostały w całości pokryte ciemniejszym washem brązowym (stary Devlan Mud GW).

4. Washes. Washes again, more varied this time. Flesh areas were washed with brown-red wash (Reikland Fleshshade by GW). Hair and a cap were fully washed with brown wash (old Devlan Mud by GW).


5. Oczy. Malowanie oczu zaczynam od przyciemnienia ogólnego obszaru oczu washem wykonanym z dowolnego, ciemnobrązowego koloru. Nałożony punktowo na oczy ma przyciemnić ich obszar. Po wyschnięciu, maluję gałkę oczną kolorem czarnym lub grafitowym (Abaddon Black lub Charadon Granite). Malowanie pokrywa obszar nieco większy, niż samo oko, ale ciut mniejszy niż obszar poddany działaniu brązowego washa.

5. Eyes. I started with a darkening of eye sockets with a dark brown wash - any dark brown paint and water will do. It is pin washed on sockets to darken general eye area. After the was is dry, I paint the eyeball with a black or dark grey paint (Abaddon Black or Charadon Granite). The black area is slightly larger then the eyeball and slightly smaller then the area washed with dark brown wash.



6. Gałki i źrenice. Najtrudniejszy etap malowania całej twarzy. Tu potrzebne będą dobry pędzel i pewna ręka - osobiście używam też w ogóle do malowania okularów modelarskich. Do malowania gałek używam koloru jasnoszarego (Fortress Grey zmieszany z bielą). Prawdziwa gałka oka ludzkiego rzadko kiedy jest biała - najczęściej jest właśnie szara. Spójrzcie na kogoś nawet z odległości półtora, czy dwóch metrów. Oczy z tej odległości z pewnością nie wyglądają na białe. Gałkę oczną maluję nieco mniejszą, niż namalowana w poprzednim etapie czarna plamka. Pozostałe czarne obwódki utworzą przekonujące w skali 28 mm krawędzie powiek. Źrenice maluję zazwyczaj kolorem czarnym, czubkiem pędzla. Staram się, by nie była to okrągła kropka pośrodku gałki ocznej, a raczej fragment półokręgu, wychodzący spod górnej powieki. Ważne jest, by utrzymać symetrię źrenic, a ich wielkość dostosować do ogólnego wyrazu twarzy. Inne oczy ma ktoś, kto wrzeszczy, inne ktoś, kto patrzy w dal, a jeszcze inne żołnierz, który walczy wręcz. Tu nie ma rady - trzeba próbować, aż się uda. 

6. Whites of the eyes and pupils. The hardest part of face painting. To paint it right, good brush and steady hands are a must. Personally, I use modelling glasses too, but I paint everything wearing them, as my eyesight is not as good as it was ten or even five years ago. To paint whites of the eyes, I use light grey color (Fortress Grey mixed with white paint). True eyeball is rarely white - it is light grey. Look on someone's face from the distance of 150-200cm. Eyes are definitely not white when seen from this distance. Whites of the eyes, which I paint, are slightly smaller then the black area painted in the previous stage. Thin black lines, which are visible, are believeble eyelids' edges in 28mm scale. I paint pupils with black paint, using just a tip of the brush. I try to paint not in the middle of the white area, but slightly to the top. I want to achieve not a perfect, round circle, but something closer to a part of the circle. It is really important to achieve similar look of the both pupils, both size and positionwise. It is equally important, to paint pupils correct for the look of the face itself. Eyes of the shouting person are different then the eyes of someone just staring into the distance, etc. It is hard and it will make you curse and try again. And again:)


7. Podstawowe cienie. Prosty, przyjemny etap, w którym zaczyna być już coś widać. Do malowania cieni używam bardzo rozwodnionych kolorów brązowych i szarych (Scorched Brown, Fortress Grey, Shadow Grey). Główne cienie, które maluję w zagłębieniach i bruzdach twarzy, wokół nosa, przy oczach, w uszach, pod szczęką - to mocno rozwodniony, niemal glazowany Scorched Brown. W miejscach takich jak krawędzie szczęki, dolna część policzków, używam też kolorów szarych, zaznaczając w ten sposób skórę pokrywającą się powoli zarostem.

7. Basic shadows. Simple, pleasant stage, one where face starts to be finally visible. To paint shadows I use very watered down brown and grey paints (Scorched Brown, Fortress Grey, Shadow Grey). Main shadows, the ones which are visible in all folds and depressions, is Scorched Brown, glazed on in several layers. Areas such as jaw edges, lower cheeks - grey is being used, to make an impression of growth of hair.



8. Podstawowe rozjaśnienia. W tym etapie wykorzystuję kolory cieliste, biel i szary (Tallarn Flesh, Fortress Grey, Bleached Bone). Rozjaśniam górne elementy i płatki uszu, nozdrza, grzbiet nosa, brwi i środkową część czoła, obszary nad kośćmi policzkowymi. Jako pierwszy kolor wykorzystywany jest rozcieńczony Tallarn Flesh. Nie tylko rozjaśnia miejsca poprzednio zwashowane, wykorzystuję go do wyrównania i wymieszania krawędzi cieni, jest też pierwszą warstwą każdego rozjaśnienia. Kolejne warstwy to Tallarn Flesh mieszany z Bleached Bone, białym i szarym. Mieszanki różnią się, w zależności od miejsca nakładania, ogólnie jednak miejsca bardziej widoczne w oświetleniu zenitalnym maluję jaśniej.

8. Basic highlights. I use flesh colors, white and grey (Tallarn Flesh, Fortress Grey, Bleached Bone). I highlight upper areas of the ears and ear lobes, middle of the forehead, cheek bones, middle of the jawbone, etc. My first highlight color is always Tallarn Flesh - I use it to blend washed areas of the face with highlights and generally to tidy up all mistakes made in previous stages. Next layers of highlights are done with Tallarn Flesh mixed with varying amounts of Bleached Bone, white and Fortress Grey. Areas, which are brighter lit in zenithal lightning, I paint lighter.



9. Wykończenie. Najprzyjemniejszy etap całej pracy. Wykorzystuję wszystkie wymieszane wcześniej kolory, by poprawić przejścia, wzmocnić kontrasty, zamaskować wszelkie błędy. W tym etapie pomalowałem też furażerkę i włosy głowy, która jest już gotowa do doklejenia do reszty miniaturki. Tak wyglądać będzie dowódca moich żołnierzy amerykańskiej piechoty morskiej z okresu II wojny światowej.

Zdjęcia nie są może najlepsze, doszedłem - jak się zdaje - do kresu możliwości technicznych mojego aparatu, mam jednak nadzieję, że coś tam na nich widać, a sam artykulik okaże się dla kogoś przydatny.

9. Finishing touches. The most pleasant and satisfactory stage of the whole work. I use all previously mixed colours to fix some blending, make contrasts, fix all errors and mistakes. I paitned overseas cap and hair too in this stage and the head is finished and ready to be glued on the miniature itself. So, the head of commander of my WW2 American US marines is finished.

Sorry for low quality photos, but I think my camera is no able to make anything better. I hope that they are clear enough to see something at least... 




niedziela, 1 lutego 2015

V edycja Figurkowego Karnawału Blogowego: Niedokończone Opowieści

Jak to u mnie we zwyczaju, rzutem na taśmę postaram się jeszcze dodać coś swojego do właśnie zdaje się zakończonej, piątej edycji Figurkowego Karnawału Blogowego. Tematem tego wydania, prowadzonego przez Skavenblight z bloga Hakostwo, są Niedokończone Opowieści. Te wszystkie nasze projekty, leżące smutnie gdzieś w kącie, wrzucone do najrzadziej otwieranej walizki z figurkami, zastawione innymi projektami, daleko poza zasięgiem ręki hobbysty siedzącego przy stanowisku pracy. Nie ma się co oszukiwać, każdy z nas ma coś takiego u siebie.

Nie inaczej jest u mnie. Nie mam, nawet, na myśli, takich projektów, w przypadku których do niczego, praktycznie, nie doszło. Ot, kupiłem figurki, czasem całość, czasem część. Czekają cierpliwie na swoją kolej, na jakiś katalizator, który sprawi, że sięgnę akurat po nie. Część się może doczeka, część niemal na pewno nie. Ale te projekty to, w sumie, nadal nierzeczywiste fantazje.

Projektem, o którym śmiało mogę napisać, że jest - i chyba pozostanie - moją Niedokończoną Opowieścią, jest armia Imperium do Warhammera. Zacząłem ją malować z mocnym postanowieniem zrobienia szybko przynajmniej kilku najważniejszych jednostek, z malowaniem na poziomie tabletop, z użyciem bejcy. Krótko mówiąc tak, by jak najszybciej dało się grać. Figurek jest dużo, zapał był ogromny. Pomalowałem oddział włóczników, oddział wydzielony strzelców i.... na tym się skończyło.

Przyczyn jest kilka. Najpierw, ukazała się nowa książka armii. Ogólnie, całkiem niezła. Z jednym, małym "ale". Nie do końca przypadły mi do gustu nowe, duże wynalazki wprowadzone przez GW, w rodzaju magicznych maszyn. Oczywiście, nie ma musu ich używania, niemniej jednak coś w podświadomości już zaczęło mi przeszkadzać w malowaniu. Potem, okazało się, że nie jestem jednak przekonany, co do szybkości wynikającej z używania bejcy. Oczywiście, sama metoda jest znacznie szybsza i łatwiejsza, niż tradycyjne malowanie. Sęk w tym, że znowu zacząłem brnąć w rozjaśnienia, maskowanie ciemniejszych plamek, malowanie oczu, detali, itp. Zysk czasowy okazał się nie na tyle duży, by usprawiedliwiał używanie bejcy.

A potem... Potem okazało się, że przeszła mi faza na Imperium. Znacie to? Najpierw jest się napalonym, robota śmiga w rękach, pomysły kłębią się w głowie. A potem, czasem nagle, czasem trochę to trwa, "faza" przechodzi. Nie ma się już ochoty. Dotychczas wspaniałe idee, po ponownym zastanowieniu, już nie są takie fajne. I motywacja spada jeszcze niżej. Tak było i u mnie.

Nie wykluczam, że kiedyś wrócę do tematu. Widząc jednak, co dzieje się w tej chwili z Warhammerem, projekt armii Imperialnej, jeśli zostanie nawet kiedyś zakończony, będzie zapewne mocno odbiegał od mojej pierwotnej wizji.

piątek, 2 stycznia 2015

Finał IV edycji Figurkowego Karnawału Blogowego


Maniex, prowadzący IV edycję Figurkowego Karnawału Blogowego, podsumował ją wpisem na swoim blogu. W tej edycji, podobnie jak w poprzedniej, udział wzięło 14 blogerów. Z wpisem kończącym to wydanie zabawy można się zapoznać tutaj, natomiast odnośniki do poprzednich podsumowań wcześniejszych edycji są publikowane u mnie na blogu, o tu. Serdecznie zapraszam do przeczytania poszczególnych wpisów.
Prowadzącymi kolejną, V edycję, będą Skavenblight i Kapitan Hak prowadzący wspólnie blog Hakostwo. Pierwszy wpis jest tutaj, a cała edycja ma temat "Niedokończone opowieści...".

środa, 31 grudnia 2014

IV edycja Figurkowego Karnawału Blogowego: motywacja

Rzutem na taśmę spieszę dorzucić jeszcze swoje trzy grosze do bardzo ciekawego tematu IV edycji Figurkowego Karnawału Blogowego, prowadzonej tym razem przez Maniexa z bloga Maniexite.

Motywacja oraz powiązana z nią organizacja pracy. Jak przystało na prowadzącego, Maniex rozpoczął edycję swoim wpisem. I, w zasadzie, mógłbym przekierować wszystkich czytających do tego, co napisał. Mógłbym, bowiem, pod jego tekstem podpisać się niemal bez zmian. Ale nie idźmy na łatwiznę. Prowadzący skupił się na organizacji swojej pracy, ja poruszę temat motywacji jako takiej. Co mnie motywuje? Postaram się odpowiedzieć poniżej, nie zwracając szczególnej uwagi ważność poszczególnych motywatorów.

- Satysfakcja. Niewiele rzeczy związanych z hobby jest bowiem, dla mnie, równie satysfakcjonujących, co odłożenie pędzla i powiedzenie sobie - kolejna figurka gotowa. Nie ma większego znaczenia, czy pomalowałem coś dużego, czy małego. Liczy się sam moment skończenia pracy, przeniesienia figurki do jej miejsca przeznaczenia, na półce, czy do pudełka, mentalnego przerzucenia miniaturki ze stosu niepomalowanych, na stosik ukończonych. Oczywiście, wcześniej ją jeszcze dokładnie pooglądam, ustawię wśród towarzyszy, jeśli ma takowych, zrobię zdjęcia, wrzucę na blog... Niemniej jednak, moment ukończenia pracy i obejrzenia, po raz pierwszy, gotowej figurki, jest dla mnie motywujący.

- Skoro mowa o blogu... To również mnie motywuje. Założyłem swój kącik w Sieci blisko pięć lat temu właśnie z zamiarem zmuszania samego siebie do pracy. Publikowania, mniej lub bardziej, regularnego, postępów swoich prac. Poświęcania hobby w miarę stałego czasu, codziennie lub niemal codziennie. Mówiąc krótko, motywowania mojej leniwej osoby do malowania. Z biegiem czasu, wraz ze wzrostem liczby czytelników bloga, motywacja stawała się coraz silniejsza. Przesadą, oczywiście, byłoby stwierdzenie, że gdzieś tam, ktoś nie może się doczekać jakiegoś kolejnego wpisu, niemniej jednak okazało się, że interakcja z czytelnikami, innymi blogerami, to naprawdę fajna, motywująca sprawa. Myślę, że większość osób dzielących się efektami swojej pracy w sieci czeka na komentarze, opinie, uwagi i motywują one do dalszych prac, zwiększenia starań, przekraczania własnych ograniczeń.

- Blogerzy i fora. To trzeci z moich motywatorów. Przeglądanie dokonań innych hobbystów, czytanie ich poradników, stosowanie w praktyce rad, mniej czy bardziej aktywne udzielanie się na kilku forach, a zwłaszcza oglądanie wspaniałych częstokroć prac rozmaitych malarzy... Niemal zawsze, gdy widzę jakieś wspaniale pomalowane modele, mam chęć siąść natychmiast do pracy i "coś" podłubać...

- Chęci. Nie jest to najtrafniejsza nazwa, ale w miarę dobrze oddaje istotę rzeczy. Przez lata zdążyłem się już przekonać, że kiedy maluję coś, na co naprawdę mam w danej chwili ochotę, efekty są i szybsze, i lepsze. Przestałem się już zmuszać do malowania tylko po to, by malować. Jeśli mam ochotę rzucić coś, nad czym akurat pracuję, i zająć się czymś innym, z reguły to robię. Niestety, efektem ubocznym jest kilkanaście wiecznie niedokończonych, choć zmieniających się figurek.

- Granie. Niestety, gram bardzo, bardzo mało. Różne są tego przyczyny, fakt pozostaje jednak faktem. Od pewnego czasu jestem bardziej malarzem, niż graczem. Nic w tym złego, oczywiście, niemniej jednak jedną z najsilniejszych motywacji do pracy - dla mnie - jest granie. Perspektywa udziału w grze wyzwala we mnie takie pokłady energii, że potrafię pomalować kilka, kilkanaście figurek specjalnie do przewidywanej rozgrywki. Kiedy indziej zabrałoby mi to tygodnie. Niemal równie silnie działa na mnie oglądanie gier moich kolegów. Oczywiście, prawdopodobnie dlatego, że większość figurek na naszych stołach jest nieźle pomalowana... 

- Mój brat, Mormeg. Rozmowy, wymiana maili, uwag, opinii. Często rodzi się z tego pomysł na coś nowego, nowy projekcik lub całkiem duży projekt.

A co działa na Was?

czwartek, 20 listopada 2014

III edycja Figurkowego Karnawału Blogowego: Warsztat

Tematem trzeciej edycji Figurkowego Karnawału Blogowego jest warsztat, a gospodarzem jest Quidamcorvus, prowadzący doskonały blog Danse Macabre. Więcej o samej idei Karnawału można przeczytać tutaj, natomiast tutaj można znaleźć podsumowania dwóch wcześniejszych edycji.

Warsztat. Hm. Powiem szczerze, nie jest to dla mnie temat łatwy. Wydawałoby się - nic prostszego, cyknąć fotki miejsca, gdzie pracuje się nad swoimi figurkami, makietami i innymi aspektami hobby. Pozornie - wszystko to prawda. Ale tylko pozornie. Diabeł bowiem, jak wiadomo, tkwi w szczegółach. W moim przypadku diabłem tym jest stan permanentnego bałaganu, w jakim pogrążony jest mój warsztat. Stan ów bywa tak głęboki, że czasem sam dziwię się jak mieszczę się jeszcze w tym wszystkim, a jednocześnie wyrażam głęboki podziw dla mojej żony, która udaje, że tego nie widzi. Trochę wstyd pokazywać, jakim chaosem jestem otoczony, ale przynajmniej foty nie są pozowane. Przyznam jednak, że z dużą zazdrością przyglądam się pokazywanym czasami w Sieci zdjęciom miejsc pracy, w których panuje wzorowy lub niemal wzorowy porządek i wszystko ma swoje miejsce.

Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że do swoich zabaw dysponuję oddzielnym pomieszczeniem. Niewielkim, umieszczonym tuż pod dachem, w szczycie, więc zimą zimnym, latem gorącym tak, że warzą się farby, niemniej jednak jest to kącik mój własny. Moja jaskinia, moje terytorium, mój rewir. Jak jest to istotne, wiedzą chyba wszyscy borykający się z brakiem takiego stałego kącika do pracy, miejsca gdzie można położyć coś na dłuższy czas, nie przejmując się, że dzieci/kot/pies/fretka zrzuci wszystko na podłogę, farba poplami stół w jadalni, a przygotowywane figurki "się zapodzieją".


Moje stanowisko pracy mieści się przy niewielkim, starym biurku komputerowym. Tu stoi zarówno mój PC, jak i zorganizowałem warsztat malarsko-modelarski. Kiedy piszę i pracuję na komputerze, idzie w ruch klawiatura stojąca na wysuwanej, dolnej półce. Kiedy maluję, klawiatura przesuwana jest na tył półki, a wolny wysuwany blat jest miejscem pracy. Jak widać na zdjęciu, na blacie górnym mam "twórczy nieład" - używane obecnie farby, figurki nad którymi rzeczywiście pracuję, trochę materiałów modelarskich, kleje, obowiązkowa kawa... A pośród tego wszystkiego jeszcze jakieś bitsy, pędzle, narzędzia. Na szczęście stosunkowo łatwo odnajduję w tym potrzebne mi materiały i narzędzia, raczej też rzadko coś gubię. Choć zdarzało się już i to...

Głównym źródłem światła, z którego korzystam zarówno przy malowaniu, jak i robieniu zdjęć, jest świetna lampa Vellemana. Nie wyobrażam sobie pracy bez niej, nie wiem też jak malowałem wcześniej, kiedy jej nie miałem i korzystałem z innych lampek. Różnica jest niebotyczna. Lampa sprawdza się doskonale, jest używana codziennie przez kilka godzin, ma też bardzo dobre, wytrzymałe ramię. Serdecznie polecam.


Po mojej prawej stronie stoją dwie szafki biurowe. W szufladach trzymam rzadziej używane, specjalistyczne materiały modelarskie, a także niektóre figurki, w większości produkcji Forge World. Szczyt szafki wykorzystuję jako podręczną półkę do postawienia malowanych właśnie figurek, stoi tam też jeden z moich robionych metodą domową stojaków na farby. Trzymam na nim starsze, rzadziej używane farby i kolory i trochę specyfików do aerografu. Kompresor do nich stoi obok szafek, na podłodze. Pudła widoczne pomiędzy biurkiem i szafkami mieszczą głównie moje modele diecastowe, widać tam też zapas styropianu. 



Po lewej stronie, na szafce będącej częścią biurka komputerowego, stoi drugi z moich samoróbkowych stojaków na farby. Tu trzymam kolory częściej wykorzystywane i większość farb Vallejo. W samej szafce stoi komputer. Nieco dalej mam niewielki stolik - służy jako podręczne składowisko szpargałów, rzeczy do załatwienia, miejsce zrzutu rzeczy "tylko na chwilkę"... Mieści też moje "stanowisko fotograficzne". Jest tak ustawione, że do zrobienia zdjęć wystarczy obrócić lampkę... 




Za biurkiem stoją niskie regały z półkami. Trzymam tam głównie materiały źródłowe i gry, do których rzadko zaglądam. To moje główne miejsce składowania książek i pism związanych z historią wojskowości.



Za sobą mam podobną, tyle że wyższą szafkę. Trzymam tam najczęściej wykorzystywane materiały dodatkowe - posypki, piasek, kleje, masy modelarskie, podobne graty. Tam też, na niższych półkach, stoi moja kolekcja około 250 White Dwarfów i moje ulubione gry RPG - Pendragon i WFRP oraz dodatki do nich. Obok tej szafki jest też wejście do malutkiej kanciapki, stryszka, gdzie przechowuję w pudłach znaczącą większość swoich niepomalowanych figurek.




Z tyłu po mojej lewej stronie przez resztę ściany biegnie rząd regałów z półkami, gdzie trzymam zarówno pudła z rozmaitymi pomalowanymi i niepomalowanymi (znaczna większość) figurkami, jak i gry, materiały źródłowe do gier, czasopisma związane z grami i malowaniem figurek. Nawet niezbyt bystre oko dostrzeże tam też trochę "zawszemożesięprzydających" rzeczy - puszki, pudełka, pudełeczka. Jeszcze dalej stoi moja witryna z niedawno malowanymi figurkami... Stopniowo się zapełnia, niektóre z nich trzeba będzie więc przenieść do pudełek z pomalowanymi figurkami. 

Ciekawy jestem, jak wyglądają Wasze miejsca pracy. Pokażcie w ramach Karnawału:)

niedziela, 12 października 2014

II edycja Figurkowego Karnawału Blogowego: ulubiony model

II edycja Figurkowego Karnawału Blogowego toczy się pod patronatem Gonza z bloga Black Grom Studio, a jej tematem jest "Ulubiony model". Strasznie ciężki temat. No bo jak to, z tych dziesiątków, a może i setek figurek poukrywanych w pudełkach, walizach, porozstawianych na regałach i wciśniętych w kartonach między inne skarby gracza, wybrać jedną, jedyną figurkę? Ale skoro trzeba, to trzeba. Dokonałem w myślach przeglądu swoich miniaturek, przypominając sobie te, z którymi łączą mnie szczególne więzy. W końcu zostały tylko trzy, trójca kawałków metalu, mające dla mnie szczególne znaczenie. O tym najbardziej ulubionym napiszę za chwile, najpierw jednak dwie figurki ciut mniej... ale też ulubione.

Pierwsza to dawny wzór wighta, oryginalnie wyprodukowany przez Citadel w ramach, bodajże, ich pierwszej licencji na miniaturki z "Władcy Pierścieni". Zobaczyłem go kiedyś w katalogu producenta, jeszcze zanim miałem jakiekolwiek figurki na własność i... po prostu musiałem go mieć. Trafił do mnie wraz z pierwszym zamówieniem i do tej pory uczestniczy w każdej bitwie moich Undeadów, w roli czempiona jednej z jednostek szkieletów. Wybrałem go ze względu na czas i wspomnienia.

Druga figurka to widoczny poniżej model necrarcha. Jedna z bardzo nielicznych, jeśli nie jedyna miniaturka z mojej kolekcji, która nie jest pomalowana przeze mnie. Prezent od mojego brata Mormega, doskonałe malowanie, świetna sama figurka i duży ładunek emocjonalny z nią związany. Jeszcze raz dzięki Bracie!

Natomiast zwycięzcą jest... model Czerwonego Hrabiego. Był, mam wrażenie, pierwszym dostępnym modelem wampira na koniu, produkowanym przez Games Workshop i trafił idealnie w swój czas. Wyprodukowano go w 1997 r., jako bohatera wydanej wówczas pudełkowej kampanii "Circle of Blood". W tym samym roku Games Workshop organizował pierwszy Wielki Turniej Warhammera, na który się wybrałem (nie, nie pytajcie które miejsce zająłem;)). Model konnego wampira świetnie wpisywał się w moją listę armii, z zadowoleniem przyjąłem więc jego ukazanie się, mimo tego, że do rozpoczęcia zawodów zostało tylko parę dni. Pamiętam, że malowałem go jeszcze dzień przed odjazdem do Wielkiej Brytanii, po rozmowie telefonicznej z którymś z mailorderowych trollów. Zapytałem go, czy zasada WYSIWYG będzie bezwzględnie obowiązująca... Oczywiście, tak, z całą pewnością, modele jej nie spełniające będą usuwane z gry lub będą mieć wyposażenie widoczne na figurce... I tak mój wampir nie dostał kopii, walczył jakimś magicznym mieczem. Oczywiście, głównie z przeciwnikami, którzy nie przejmowali się drobiazgami tego rodzaju, jak zgodność wyglądu z rozpiską;)

Do dziś Red Duke zajmuje zaszczytne miejsce w mojej kolekcji, czasem jest generałem, czasem którymś z pomniejszych bohaterów, niemniej jednak pojawia się na stole w praktycznie każdej mojej grze. I do dziś podoba mi się jego malowanie, choć, zapewne, teraz pomalowałbym go ciut lepiej.





niedziela, 5 października 2014

Podsumowanie I edycji Figurkowego Karnawału Blogowego

I edycja Figurkowego Karnawału Blogowego dobiegła dziś końca. Wzięło w niej udział 13 osób, wliczając w to mnie, co - uważam - jest naprawdę niezłym wynikiem, jak na początek akcji. Po przemyśleniu sprawy proponuję jedną niewielką zmianę w zasadach. Prowadzący daną edycję wyznacza - spośród osób biorących w niej udział - tego, kto poprowadzi kolejną rundę. I tak, po wcześniejszym uzgodnieniu tego faktu z Gonzem (Black Grom Studio), to on poprowadzi kolejną część zabawy, a potem wyznaczy kolejnego prowadzącego. Temat II rundy zostanie podany już we wpisie na blogu Black Grom Studio.
Aktualizacja: Gonzo podał już temat II edycji na swoim blogu, w tym wpisie.

Poniżej odnośniki do wpisów z tej edycji:

4. Krypta Królów - Nasze początki figurkowo-bitewne.
5. Minas Kolmar - Genesis.
12. Blog Pietii - Figurkowy Karnawał Blogowy.
13. Maniexite - Figurkowy Karnawał Blogowy.
14. Grim Shroud - Pierwsze Warhammery
15. Kuba Sawicki - Jak to się zaczęło

Mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem. Jeśli jednak tak się stało, proszę o komentarz, poprawię co trzeba. Wszystkie wpisy przeczytałem, fajnie że tak wiele osób swoje początki widzi gdzieś tam w połowie lat 90. minionego wieku, często w okolicach pisma "Magia i Miecz". Dzięki za udział, ja już czekam na temat zaproponowany przez Gonza.